czwartek, 29 sierpnia 2013

Ostatni dzień!

Dziś w pracy dziewczyna, która szła za mną stwierdziła, że mam tyłek jak orzeszek! 
           'Niby taki chudziutki, ale zaokrąglony jak dwie łupinki orzeszka!' 
W sumie stwierdzenie trochę dziwne, ale nie, żeby mi nie było miło! :D
Jutro mój ostatni dzień pracy, w końcu będę miała wakacje i będę mogła poświęcić więcej czasu na blogowanie, porobić zaległe fotki. Nie mogę się doczekać tej odrobiny lenistwa! 


Nina♥
 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

TRZYMAJ DIETĘ! część 8: zdrowe przekąski

Cześć niedźwiadki! Weekend przeleciał mi tak szybko, że aż nie mogłam w to uwierzyć, że dziś rano musiałam już wstać do pracy. W sobotę przez 3 godziny śmigaliśmy po aquaparku, świetna zabawa! Co prawda wróciłam do domu tak zmęczona, że nawet nie miałam sił włączyć komputera, ale było na prawdę świetnie! Niedzielę spędziłam w gronie znajomych i w ten właśnie sposób post który miał się pojawić wczoraj, ukazuje się dopiero dziś. No ale lubię takie szalone weekendy, więc mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe!

TRZYMAJ DIETĘ! 
część 8: zdrowe przekąski

Dzisiejszy temat został podsunięty przez jedną z czytelniczek, która prosiła o kilka pomysłów na zdrowe przekąski. Temat jak najbardziej trafiony, bo monotonne jedzenie sprawia, że dieta szybko nam się nudzi lub też nie możemy patrzeć na niektóre rzeczy, a przecież powinniśmy jeść nie tylko zdrowo, ale i z przyjemnością! 

Pomysł 1: miseczka warzyw lub owoców
pomysł całkiem banalny i pewnie nie jedna z Was pomyśli, że tak właśnie wyglądają jej przekąski, ale czy na pewno? Zjedzone jabłko nie jest przecież niczym szczególnym, a zjedzone jabłko przez kolejne 3 dni sprawi, że w dniu czwartym skusisz się na batonik czy kawałek placka. Dziewczyny unikajcie monotonii i nie bójcie się eksperymentować! Obierz pół jabłka i brzoskwinię, dodaj trochę żurawiny i migdałów i w ciągu niecałych pięciu minut masz przygotowaną przepyszną przekąskę! Jeśli masz ochotę coś pochrupać wybierz np marchewkę i kalarepę. Warzywa mają znikomą ilość kalorii, więc nie koniecznie musisz się ograniczać! Ponadto w formie zdrowej przekąski świetnie sprawdzą się migdały, rodzynki czy orzechy(tylko nie solone!), tylko uważaj na kalorie! Łącz kolory, eksperymentuj ze smakami i nie bój się używać przypraw, a Twój podwieczorek nigdy nie będzie nudny! 

Pomysł 2: domowe ciasteczka
w sieci możemy znaleźć dziesiątki przepisów na zdrowe ciasteczka owsiane z otrębami. Często wystarczą podstawowe umiejętności kucharskie, aby przygotować przepyszne ciasteczka, które wcale nie pójdą nam w biodra. Zaletą takich pyszności jest to, że nie faszerujemy ich konserwantami, a wręcz przeciwnie, możemy do nich dorzucić garść bakalii czy też trochę czekolady lub miodu, po to by odrobinę osłodzić sobie walkę ze zbędnymi kilogramami!

Pomysł 3: jogurt 
czyli coś na szybko lub gdy jesteśmy w pracy/na uczelni. Najlepiej jeśli będzie to jogurt naturalny, choć nie koniecznie. Osobiście uwielbiam Activię wiśniową! Jeśli wolisz jednak wersję naturalną, zawsze możesz dorzucić do niego świeże owoce lub trochę muesli. I pamiętajcie o tym, że jogurt w wersji light nie jest koniecznie lepszym wyborem! Już lepiej zjeść kilka kalorii więcej, niż faszerować się sztucznymi składnikami takich jogurtów


Pomysł 4: galaretki z owocami 
jeden z moich ulubionych pomysłów, szczególnie latem, gdy owoców dookoła mamy mnóstwo! Co prawda musimy przygotować ją nieco wcześniej, ale możemy jednocześnie zrobić kilka porcji na następne dni. Dodatkowo zawarta w galaretce żelatyna zawiera kolagen wzmacniający nasze stawy, a także wpływa pozytywnie na nasze włosy i paznokcie! 

Pomysł 5: koktajle owocowe

szybkie i zdrowe, a jednocześnie sycące. Wystarczy wlać do blendera mleko, wrzucić garść owoców i gotowe! Moim ulubionym jest brzoskwiniowy (możemy użyć zarówno brzoskwiń z puszki jak i świeżych) oraz bananowo-kawowy, który świetnie sprawdza się u mnie jako II śniadanie!

Jak więc widzicie jestem totalnym łasuchem! Prawda jest taka, że uwielbiam słodycze i kiedyś potrafiłam zjeść ogromne ilości różnych słodkości. Teraz, choć nadal zdarzy mi się zgrzeszyć, znacznie częściej wybieram zdrowe smakołyki, które wcale nie są gorsze od tych ze sklepu. Niestety proces uczenia się takich wyborów jest długi i trudny, ale ważne jest by się nie poddawać, tylko ciągle próbować! Ja nadal toczę wewnętrzną walkę, gdy widzę tabliczkę czekolady i czasem powstrzymuję się dopiero w połowie tabliczki, ale dla mnie liczy się to, że się powstrzymuję, bo dobrze wiem, że potrafię zjeść całą ;)
Poza wyżej wymienionym przykładami, w formie przekąski świetnie sprawdzi się też mini kanapka na waflu ryżowym z chudą szynką i ogórkiem lub przygotowana na szybko sałata ze świeżymi warzywami, skropiona z sokiem z cytryny i odrobiną ziół!
No i najważniejsze! Nie dajmy się zwariować, raz na jakiś czas miseczka lodów nie zaszkodzi! 

czwartek, 22 sierpnia 2013

Nic tak nie cieszy jak trzydziestkaczwórka!

Siemka! Ostatnio nie ma mnie tu zbyt często, ale już za tydzień kończę pracę i wtedy z pewnością będzie mnie tu więcej!

Dziś rano znalazłam chwilkę czasu na zmierzenie się i to co zobaczyłam zdecydowanie mi się podoba! 62cm w talii i 53cm w udzie motywują do dalszej pracy! Jeszcze miesiąc temu w talii miałam 65cm, więc widzę efekty tego co robię! Dodatkowo motywujący jest fakt, że bez specjalnego wysiłku w ciągu ostatnich dni udało się utrzymać 55kg na wadze. Ale teraz trochę się za siebie biorę i liczę, że do końca sierpnia ubędzie mi jeszcze kilogram lub półtorej :)

Ale najbardziej motywuje mnie fakt, że podczas sobotnich zakupów kupiłam idealnie granatowe jeansy w rozmiarze 34! ♥♥♥
I to w Bershce - w sklepie, w którym zawsze musiałam brać rozmiar 38, bo inaczej spodnie na udach były tak mocno napięte, że aż niekomfortowe. A teraz trzydziestkaczwórka jest ładnie dopasowana i super się w niej czuję, a przy tym moje nogi wyglądają nieziemsko!
Gdy widzę takie efekty to dostaję motywacyjnego kopa i żadne wyrzeczenie nie jest mi straszne!
Mam nadzieję, że Wy też możecie się pochwalić takimi rezultatami waszych starań, a jak nie to spinajcie tyłeczki i może jeszcze Wam się uda zaskoczyć znajomych przed powrotem do szkoły!!

niedziela, 18 sierpnia 2013

TRZYMAJ DIETĘ! część 7: motywacja - co zrobić, gdy jej brakuje?

TRZYMAJ DIETĘ
część 7: motywacja - co zrobić gdy jej brakuje?

Bardzo często jest tak, że podczas diety przychodzi taki moment, gdy po prostu tracimy motywację. Może to spowodować wiele, wiele powodów i tak naprawdę każda z nas może mieć inny. Niektóre z nas się po prostu znudzą, inne stwierdza, że nie widzą efektów i nie ma sensu tego ciągnąć.
Tak naprawdę motywacja jest naszym paliwem. To ona napędza silną wolę i sprawia, że będziemy potrafili odmówić ciastku i czekoladzie. Niestety najczęściej bywa tak, że poddajemy się po okoły dwóch tygodniach diety, a więc wtedy, gdy tak na prawdę zaczynamy spalać nagromadzony tłuszczyk. Niezmiernie ważne jest, aby w tym trudnym okresie znaleźć sposoby, które nas zmotywują do dalszej walki ze zbędnymi kilogramami. I znów mamy tą sytuację w której możemy zauważyć jak bardzo się od siebie różnimy. Każda z nas inaczej potrafi się zmotywować, każda ma inne sposoby i na każdą z nas dany sposób inaczej wpływa. Mimo wszystko pokażę Wam kilka najpopularniejszych sposobów, mam nadzieję, że któryś Wam się spodoba!

Sposób 1: Zdjęcia motywacyjne
To chyba najpopularniejszy sposób, który pozwoli am nabrać sił na dalsze odchudzanie. Chyba każda z nas przeglądała takie motywacyjne zdjęcia, z zazdrością spoglądając na płaskie brzuchy i uniesione pupy. Sama przeglądam miliony takich zdjęć, nawet na tapecie telefonu mam ustawiony piękny, płaski brzuszek. Takich zdjęć w sieci jest pełno, moim faworytem jest weheartit. Jeśli jesteś wzrokowcem ten sposób z pewnością przypadnie Ci do gustu!
Jednocześnie wykorzystam okazję i zaproszę Was na facebookowy profil mojego bloga, gdzie kilka razy dziennie wrzucam takie fotki!

Sposób 2: Pomyśl o drodze którą przebyłaś
Przecież zaszłaś już tak daleko! Czy na pewno warto teraz to przerywać? Możesz tyle osiągnąć i spełnić swoje marzenie! Pamiętasz jak czułaś się zanim rozpoczęłaś odchudzanie? Nie chcesz chyba wracać do tego momentu, kiedy z niechęcią patrzyłaś w lustro. Jeśli teraz się poddasz sprawisz, że wiele wysiłku i wyrzeczeń pójdzie na marne, a następnym razem będziesz musiała startować z tego samego miejsca i jeszcze raz przechodzić przez to wszystko.

Sposób 3: Wyobraź sobie jak będziesz się czuła i wyglądała, gdy osiągniesz swój cel 

Czy nie opłaca się potrzymać diety jeszcze trochę? Nic bardziej nie wynagrodzi Ci przebytego trudu niż to uczucie, gdy z łatwością mieścisz się w spodnie o kilka rozmiarów mniejsze. Albo gdy ujrzysz w końcu na wadzę wymarzoną cyfrę. Uwierz mi, wtedy stwierdzisz, że warto było odmówić sobie czekolady czy pizzy. I nie oszukujmy się, zazdrosne spojrzenia znajomych sprawią, że będziesz rozpływała się w środku!

Sposób 4: Zdjęcia before&after

Kolejny ze sposobów, który sama praktykuję. Nic tak nie motywuje do działania, jak to, że zaczynasz zauważać pierwsze zmiany. I nie ma znaczenia to czy spodnie stają się za luźne czy też znajomi zaczynają widzieć jakieś zmiany. Gdy widzimy pierwsze efekty, nasza motywacja zawsze rośnie. Gorzej, gdy ich nie zauważamy. Jak dla mnie najłatwiejszym sposobem na dostrzeżenie ich jest wykonanie zdjęć na początku odchudzania i później co jakiś czas robienie nowych i porównywanie. Nie ma znaczenia czy w bieliźnie, stroju kąpielowym czy obcisłych ciuchach. Takie zdjęcia ukazują stopniową przemianę Twojego ciała i dają prawdziwego kopa motywacji.
(własnie, muszę zrobić nowe fotki, bo ostatnio ujrzałam 55kg na wadze ;D) 

Sposób 5: Szukaj wsparcia u innych
Może któraś z Twoich koleżanek, też postanowiła trochę o siebie zadbać? Wspólne pogaduszki o dietach i zdrowych przekąskach na pewno pomogą Wam obu. W ten sposób można się nieźle nakręcić, a gdy będziesz widziała, że gdzieś obok też walczy z podobnymi problemami będzie Ci o wiele łatwiej!
Świetnym sposobem są też fora internetowe na których powstaje wiele grup wsparcia, gdzie wzajemnie motywujemy się do działania.

Tak naprawdę wystarczy się rozejrzeć, ponieważ motywacje możemy znaleźć dosłownie wszędzie. Ważne jest, aby po prostu działała na Ciebie. Pamiętaj też, że najważniejsze jest to, że zaczęłaś. Skoro zaczęłaś jesteś o krok przed wieloma innymi ludźmi, którzy odkładają ten pierwszy dzień diety w nieskończoność. Jeśli się nie złamiesz i odmówisz dodatkowej porcji tortu, będziesz o kolejny krok bliżej wymarzonej sylwetki. To Ty decydujesz jak bardzo zależy Ci na niej zależy i jak szybko ją osiągniesz. Nie poddawaj się i walcz, a upragnioną figurę zobaczysz w lustrze o wiele szybciej niż myślisz!

I osobiście nie polecam kupowanie za małych ciuchów, jako motywujących do odchudzania. Mam tyle ubrań, których nie noszę bo są zbyt obcisłe by czuć się w nich komfortowo, że szok! Nowiutkie, dosłownie założone i zdjęte. Niby w szafie nie opłaca się trzymać, ale niektóre są tak ładne, że sprzedać też szkoda. A co, może kiedyś będą dobre! ;) 

piątek, 16 sierpnia 2013

10 powodów dlaczego warto ćwiczyć w weekend!

Wiele z nas weekend postrzega jako czas odpoczynku i lenistwa, odsypiania i drzemania już na zapas. Często zmęczeni po całym tygodniu pracy czy nauki marzymy o tym by cały dzień spędzić na kanapie z pilotem w ręku czy też przed laptopem oglądając odcinki ulubionego serialu jeden po drugim, a i tak na koniec dnia stwierdzamy, że w sumie ten czas przeleciał bardzo szybko i jakoś specjalnie i tak nie wypoczęliśmy. Nierzadko takie kanapowe leniuchowanie łączy się z podjadaniem jakiś niekoniecznie dietetycznych przekąsek i w ten oto jakże skuteczny sposób oddalamy się od wymarzonej sylwetki w ekspresowym tempie! 
Dlatego też dziś, drogie Panie, spróbuję zmotywować Was i zachęcić do aktywnego wypoczynku, bo taki jest jak najbardziej możliwy!

Powód 1: Nie musisz rezygnować z wyspania się
Skoro masz wolne to oczywiście nie musisz zrywać się o 6 rano, żeby pobiegać lub zdobyć najlepsze miejsce na siłowni. Jak najbardziej powinnaś pospać dłużej, Twoje ciało też potrzebuje odpoczynku i regeneracji, a dłuższy sen pozwoli Ci lepiej funkcjonować podczas całego dnia!

Powód 2: Ćwiczysz o wybranej przez Ciebie porze
Ten powód łączy się z poprzednim. Jako, że w weekend sama planujesz sobie cały dzień, to nic Cię nie ogranicza! Jeśli jesteś rannym ptaszkiem możesz rano iść pobiegać, jeśli ranek wolisz poświęcić pracom domowym to pewnie z przyjemnością porozciągasz się i zrelaksujesz popołudniową jogą. Jeśli z kolei chcesz spotkać się z przyjaciółką, wybierzcie się na rowery! W weekend to Ty decydujesz kiedy co chcesz robić!

Powód 3: Ćwiczenia w weekend pomogą Ci wytrwać w diecie
Czasami w weekendy wyłącza nam się 'zdrowe myślenie'. Często jest tak, że jeśli robimy dzień wolny od ćwiczeń to robimy też dzień wolny od diety, często całkiem nieświadomie. Jeśli poświęcisz choć odrobinkę czasu na ćwiczenia w weekend, przypomnisz sobie, że przecież robisz to wszystko dla siebie by bardziej się sobie podobać, zadbać o siebie, być zdrowszą. Dzięki temu istnieje większe prawdopodobieństwo, że zamiast paluszków do pochrupania wybierzesz jabłko. 

Powód 4: Możesz ćwiczyć z przyjaciółką lub siostrą
W weekend będzie Wam o wiele łatwiej znaleźć wolny czas na wspólny wypad. Niezależnie od tego czy będzie to wypad na basen czy mecz tenisa, czas spędzony z bliską Ci osobą brzmi jak świetna zabawa!

Powód 5: Możesz robić co Ci się tylko marzy
Gdy nie ograniczają Cię pewne ramy czasowe możesz wybierać spośród wielu różnych dyscyplin, a nie tylko zrobić szybką rundkę po parku czy wyskoczyć do klubu na fitness. Cały dzień na rowerach z koszem piknikowym czy też mecz z przyjaciółmi to nie tylko krok w stronę wymarzonej sylwetki, ale też świetnie spędzony czas

Powód 6: Pomimo aktywnego spędzania czasu nadal masz czas na relaks
Pamiętaj, że nie mówimy o tym, abyś cały weekend nie siadała i nie leniuchowała. Ważne, żeby znaleźć równowagę między zajęciami. Wiele z nas poświęca dużą część wolnego czasu na zajęcia domowe, sprzątanie, prasowanie, ale nie oszukujmy się! Czas tylko dla Ciebie też jest ważny! Postaraj się znaleźć czas zarówno na porządki i aktywność, ale i spróbuj tak ułożyć plan dnia, by wieczorem móc usiąść z książką lub obejrzeć jakiś film. Wydaje się nie wykonalne? Może trzeba zacząć od zwykłej listy rzeczy do zrobienia? 


Powód 7: Ćwiczenia wprowadzą Cię w lepszy nastrój
Pamiętaj, że podczas ćwiczeń wydzielają się w naszym mózgu endorfinki, które sprawiają, że od razu poprawi Ci się humor! Do tego cały czas będziesz pamiętać, że dbasz o siebie, aby lepiej wyglądać, co również poprawi Ci nastrój. Jeśli do tego dodasz trochę czasu spędzonego na świeżym powietrzu uśmiech od ucha do ucha gwarantowany!

Powód 8: Zmniejszysz wyrzuty sumienia po niedzielnym obiadku
Często na niedzielnym stole znajduje się prawdziwa uczta lub też tylko podczas wolnego weekendu znajdujemy czas, by przyrządzić ulubioną potrawę. I choć staramy się zjeść cywilizowaną porcję nie zawsze to nam się udaje. Ale nie ma się co zamartwiać, raz w tygodniu możesz sobie pozwolić, o ile nie zaśniesz potem na kanapie, tylko wyciągniesz mamę na popołudniowy spacer i nadrabianie plotek.

Powód 9: Szybciej osiągniesz swój cel
Jeśli zrezygnujesz z ćwiczeń w weekend, wydłużysz czas jaki będziesz musiała poświęcić na osiągnięcie Twojej wymarzonej sylwetki! Z każdym treningiem jesteś coraz bliżej płaskiego brzucha, szczupłych ud i uniesionej pupy. Każde ćwiczenia podkręca Twój metabolizm. Każda aktywność sprawia, że jesteś bliżej celu!


Powód 10: Trudno wymyślić dobre usprawiedliwienie opuszczenia treningu
Bo tak na prawdę, żadne nie jest dobre.
No chyba, że złamałaś nogę!

Mam nadzieję, że w pewien sposób zmieniłam Wasze postrzeganie weekendu jako kilku leniwych dni. Jako, że właśnie rozpoczynamy kolejny lub też co niektórzy są w trakcie długiego weekendu, to ruszcie dupeczki dziewczyny! Mamy taki piękny dzień, spędźmy go aktywnie! Ja jadę na rolki, a Ty? 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wyzwanie ukończone, cel osiągnięty!

Dokładnie tydzień temu rozpoczęłam własne wyzwanie agrafkowe, o którym pisałam dwa posty wcześniej. Z pozoru wydawało się ono łatwe, jednak rzeczywistość była całkiem inna! 
Pierwsze trzy dni były całkiem znośne. Pomimo zakwasów na wewnętrznej stronie ud, które towarzyszyły mi właśnie przez te pierwsze trzy dni. Później zniknęły, ale za to ćwiczenie wymagało wielkiego wysiłku. 
16 minut było już nie lada wyzwaniem, ale na tym polegała cała zabawa. Było ciężko, nie ukrywam. Mimo, że ćwiczenie nie wygląda na jakoś szczególnie wymagające, to pot lał się ze mnie strumieniami, ale opłaciło się! Dziś moje uda są o 1cm szczuplejsze niż tydzień temu. Niby niewiele, ale ja i tak uważam to za niezłe osiągnięcie, bo wyzwanie trwało tylko tydzień, a uda jak dla mnie są szczególnie problematyczną strefą.
Tak więc jestem zadowolona i już wiem, że przed moim wyjazdem na wakacje powtórzę je jeszcze raz. Jak na razie ograniczam ćwiczenia na agrafce do 10 minut co drugi dzień, a Was zapraszam do wyzwania o ile jeszcze go nie podjęłyście. Ja już wiem, że się opłaca!

niedziela, 11 sierpnia 2013

TRZYMAJ DIETĘ! część 6: kalorie - czy warto je liczyć?

TRZYMAJ DIETĘ! część 6
W naszym społeczeństwie przyjęło się takie myślenie, że 'dieta' to od razu pewnie chodzi nam o odchudzanie, a odchudzanie często nam się kojarzy z wieloma wyrzeczeniami i obsesyjnym liczeniem kalorii. Ale czy aby schudnąć i poprawić swój wygląd musimy koniecznie popadać w obsesje, myśleć tylko o kaloriach i zastanawiać się czy mój dzienny limit pozwoli mi na zjedzenie danej rzeczy? Moim zdaniem nie. I choć pewnie wiele z Was napisze, że to właśnie dzięki kalorycznym limitom udaje im się zachować umiar ja nadal pozostaję przy swoim!


Był taki okres w moim życiu kiedy to właśnie liczenie kalorii zajmowało mi większość mojego czasu. O kaloriach myślałam w szkole i przed snem. Tuż po przebudzeniu myślałam o tym ile mogę dziś zjeść i co to będzie, a wieczorem planowałam już jedzenie nie na jutro, ale nawet kilka dni do przodu! Zaczęło się od limitu 1000kcal, ale po krótkim czasie stwierdziłam, że tak na prawdę wystarczy mi o wiele mniej, a i tak będę miała energię i nie będę czuła głodu. 700, 500, 400 kcal, a ja nadal nie byłam głodna. 300kcal a ja nadal miałam siłę na ćwiczenia i do tego super płaski brzuch! Skończyło się na tym, że zastanawiałam się czy mandarynka zjedzona na obiad to czasem nie za dużo. Było to jakieś cztery lata temu i od tego czasu cały mój pogląd na kalorie wygląda całkiem inaczej!

Uważam, że ustalanie dziennego limitu to głupota. No bo co jeśli przekroczysz go o 20, 50 czy 100kcal? Będziesz katować się ćwiczeniami, aby spalić naddatek? A może pomniejszysz jutrzejszy limit o tą liczbę? Czy może, gdy wieczorem policzysz, że w sumie mogłabyś zjeść jeszcze jakieś 80 kcal, to czekoladka teraz zjedzona Ci nie zaszkodzi?
Często jest też tak, że gdy w ciągu dnia podwinie nam się noga i zjemy coś kalorycznego, coś co psuje nasz dzienny bilans to przez resztę dnia jemy co popadnie, bo tego dnia i tak już zawaliłyśmy, więc po co się starać. Do tego dochodzą wyrzuty sumienia i powtarzanie sobie w duchu, że jestem słaba i nie potrafię nawet zapanować nad tym co jem. 

Moim zdaniem właśnie takie myślenie i postępowanie sprawia, że po kilku dniach czy niepowodzeniach rzucamy dietę w kąt, zapominając o tym co już osiągnęłyśmy, albo też w naszej głowie rodzi się kaloryczna obsesja. 

Teraz po tych kilku latach jestem zdania, że dieta powinna być przyjemnością. I pewnie znów pytacie się 'jak to?' No przecież muszę schudnąć, nie ma w tym nic przyjemnego'. Teraz uważam, że jest!
Nie ograniczam swoich posiłków, jem do syta. Staram się jeść 5 razy dziennie, ale nie zawsze wychodzi, przecież nie każdy dzień wygląda tak samo i nie mogę przewidzieć wszystkiego co się wydarzy. Przygotowywanie zdrowych posiłków jest dla mnie zabawą. Zabawą kolorami i smakiem. Uwielbiam jeść kolorowe posiłki złożone z warzyw i owoców, które wyglądają tak pięknie jak na zdjęciach które Wam tu czasem wrzucam. I nie pogardzę kawą mrożoną z lodami czy pizzą. Jestem młoda, muszę się bawić, a nie zamartwiać. Nie wywołuje to u mnie już żadnych negatywnych konsekwencji. Ćwiczę bo chcę, bo lubię, bo mam ochotę i chcę seksownie wyglądać, nie dlatego, że przekroczyłam limit i muszę spalić absolutnie wszystko co zjadłam. Jem kolorowo i zdrowo, a drogę do wymarzonej sylwetki traktuję bardziej jako przygodę i zabawę, a nie jedyny i najważniejszy cel w moim życiu.

Oczywiście, nie ma nic złego w liczeniu kalorii o ile robimy to orientacyjnie i dla siebie, a nie po to by skrupulatnie zaplanować posiłki na cały tydzień. I broń Boże nie mówię, że wszystkie diety odchudzające są złe i nie powinno się ich stosować! Każdy powinien wybrać taki sposób, aby był dla niego najwygodniejszy i przynosił oczekiwany rezultat. Pamiętajcie tylko, aby nie przesadzać!

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Tygodniowe wyzwanie agrafkowe!

Stałe czytelniczki wiedzą, że moim głównym kompleksem jest górna część ud. Odkąd pamiętam zawsze wydawały mi się zbyt masywne i w sumie nadal są. Zawsze gdy porównuję moje wymiary z Waszymi, to przy porównywalnej reszcie ciała, moja uda zawsze są o ładnych kilka centymetrów szersze. Moje wymarzone wakacje zbliżają się powoli, a uda nadal są dalekie wymarzonego ideału. Muszę przyznać, że niestety przez pracę zaniedbałam ćwiczenia i wczoraj 5 minut ćwiczenia na agrafce było dla mnie sporym wysiłkiem. Tak więc z dniem dzisiejszym rozpoczynam tygodniowe wyzwanie agrafkowe! Wczorajszy dzień potraktuję jako rozgrzewkę, za to dzisiaj ruszam pełną parą!
Uwielbiam ćwiczyć na agrafce, o czym już pisałam dlatego to wyzwanie, będzie opierało się o to właśnie ćwiczenie, zwykłe proste ściskanie agrafki czy też motylka. Z własnego doświadczenia wiem, że regularne ćwiczenie na niej w połączeniu z odpowiednią dietą może zdziałać cuda! 


Jeśli nie posiadacie takiego urządzenia, to może warto je kupić? Nie jest ono drogie, często w supermarketach możemy je znaleźć za ok 20zł, a wykorzystać możemy nie tylko do ćwiczenia nóg, ale także biustu i ramion! 

Jeśli natomiast jesteś szczęśliwą posiadaczką tego urządzenia, to może się przyłączysz? Zawsze możesz też poczekać na rezultaty i dopiero wtedy zacząć ;) 

Dzisiaj moje uda miały 54cm, mam nadzieję, że za tydzień ubędzie im choć jeden centymetr :) 

niedziela, 4 sierpnia 2013

TRZYMAJ DIETĘ! część 5: Błonnik - przyjaciel pięknej sylwetki

Na samym początku chciałabym serdecznie podziękować za przemiłe komentarze pod zdjęciami we wcześniejszym poście! Bardzo mnie one podnoszą na duchu i napędzają do działania! Jednocześnie chcę podkreślić, że nie zależy mi na drastycznym chudnięciu! Pragnę delikatnie wyrzeźbić sylwetkę, wprowadzić kilka zmian w dotychczasowym odżywianiu i tym samym zrzucić dosłownie kilka kilogramów, ale nic więcej. Jeszcze rok temu ważyłam prawie 5kg mniej, przez co teraz wydaję się sama sobie o wiele 'większa'.

Tymczasem zapraszam na post z dietetycznej serii, miłego czytania!



TRZYMAJ DIETĘ! 
część 5: Błonnik - przyjaciel pięknej sylwetki


Błonnik jest niezbędnym elementem codziennej diety, jeśli chcemy zachować szczupłą sylwetkę. Jest to naturalny składnik warzyw, owoców, nasion oraz zbóż. Nasz organizm nie potrafi go strawić, przez co przechodzi on przez nasz układ pokarmowy w niezmienionej postaci, zapewniając nam długotrwałe uczucie sytości, a tym samym wpływa i reguluje wiele funkcji fizjologicznych.

Jak wpływa na nasz organizm?

Po pierwsze, poprawia i usprawnia pracę przewodu pokarmowego. Przyspiesza on proces trawienia, usprawniając ruchy jelit, przez co trawimy szybciej. Jednocześnie zapobiega zaparciom i pomaga usunąć niestrawione resztki pokarmu.
Po drugie, daje uczucie nasycenia. Ta cecha błonnik to zasługa tego, że nie jest on trawiony. Po spożyciu błonnik wchłania wodę, przez co odrobinę pęcznieje, a następnie wędruje przez cały nasz układ pokarmowy w niezmienionej postaci przez co o wiele dłużej nie czujemy głodu.
Po trzecie, zmniejsza poziom cholesterolu oraz obniża ciśnienie krwi. Całego procesu nie będę Wam opisywać, ale inaczej mówiąc, nie chcesz mieć problemów z układem krążenia - odżywiaj się z głową!
Kolejną cechą błonnika jest to, że wspiera nas w walce o piękną sylwetkę. Robi to przez spowolnienie rozkładu węglowodanów (dłużej mamy energię do działania) oraz obniża ilość glukozy we krwi (hamuje napady głodu).

Źródła błonnika:
Błonnik znajdziemy przede wszystkim w warzywach i owocach. Bogate w niego są fasolka szparagowa, wszelkie kapusty, a także marchew i kalarepa. Jeśli chodzi o owoce to warto zwrócić uwagę na żurawinę oraz jabłka i suszone owoce. Dość dużą ilość błonnika zawierają też maliny, jeżyny oraz śliwki.
Znakomitym źródłem błonnika pokarmowego są też wszelkiego rodzaju zboża w mało przetworzonej postaci, czyli otręby, płatki zbożowe oraz brązowy ryż czy pieczywo razowe. 

Dodatkowo na półkach sklepowych pojawiają się coraz większe ilości suplementów bogatych w błonnik. Najczęściej występują one w postaci sypkiego granulatu, który możemy dodać do ulubionych płatków. Wybór jest na prawdę szeroki, więc myślę, że warto się rozejrzeć i wybrać najlepszą formę dla siebie.
Błonnik do diety należy wprowadzać stopniowo, tak aby nasz organizm mógł się przyzwyczaić do jego zwiększonej ilości. Dzienne spożycie powinno mieścić się w granicach 20-40g. Wbrew pozorom tą ilość zjeść możemy bardzo szybko, o ile prowadzimy zdrową i zbilansowaną dietę. 

Osobiście wychodzę z założenia, że nie powinno się jeść całej dziennej porcji błonnika na raz. Ja staram się go spożywać przez cały dzień i wcale nie jest to trudne. Np.: na śniadanie muesli z owocami i jogurtem, podczas obiadu jemy brązowy ryż zamiast białego, a na kolację kanapka na ciemnym pieczywie z warzywami. Do tego między posiłkami jakiś owoc i czujesz się lekko przez cały dzień!

sobota, 3 sierpnia 2013

Zdjęcia sylwetki - 57kg

Znalazłam na telefonie zdjęcia, które robiłam dla porównania, gdy kupowałam strój kąpielowy.
Ważyłam wtedy 57kg, niby wydaje się w porządku, ale szalenie denerwują mnie boczki, tłuszczyk na brzuchu i górna część ud. Ale pracuję nad tym!
Gdy tylko znów zobaczę na wadze równe 55kg, wrzucę Wam kolejne fotki, tak dla porównania. Mam nadzieję, że zobaczę choć małe efekty :) 



♥ 20 000 wyświetleń! ♥
jesteście najlepsze!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...